Quazarre o Devilish Impressions

 <<< Tego zespołu przedstawiać nie trzeba. Blisko 19 lat działalności twórczej, 1 demo, 2 EP-ki, 4 płyty i setki koncertów to są liczby, które mówią same za siebie. Wydana 13 września EP-ka "Postmortem Whispering Crows" przez holenderską Non Serviam Records stała się doskonałą okazją by zadać kilka pytań Quazarre'owi. 

Arek - Czołem, co słychać w odrestaurowanym Devilish Impressions?

Quazarre: Witaj! Dzięki wielkie, kręci się jakoś. Dosłownie za tydzień, tj. 13. września, nakładem holenderskiej Non Serviam Records na rynku ukaże się nasze najnowsze wydawnictwo „Postmortem Whispering Crows” EP, na brak zajęć zatem nie narzekam.

- Czy to wietrzenie magazynów, czy jakieś tornado wymiotło pozostałych muzyków, a może to celowe działanie Quazarre'a?

Ani jedno, ani drugie. Odejście Icanraz’a (wieloletniego perkusisty zespołu – przyp.) w pewien sposób sprowokowane zostało przez basistę Vraath’a, który to z kolei nasze szeregi - na własne życzenie i ku zdziwieniu wszystkich bezpośrednio zainteresowanych - opuścił tyleż niespodziewanie, co w najmniej dla nas korzystnych okolicznościach mniej więcej pół roku później. Było, minęło. Skład DI uzupełniły nowe twarze (Avernatvs – perkusja, Isemal – gitara, MT – gitara basowa – przyp.). W obecnej konfiguracji trwamy od nieco ponad roku. Póki co układ ten sprawdza się rewelacyjnie, zagraliśmy wspólnie m.in. na festiwalach na Malcie i w Odessie oraz niedawno małą trasę w Azji. Ufam, że do kolejnego – jak to określiłeś – „wietrzenia magazynu” nie dojdzie.

- 19 lat na scenie to zacny wiek, jak czas obszedł się z Wami?

Istotnie, zespół powstał w roku 2000., jednak należy pamiętać, że aż przez kolejnych sześć lat funkcjonował raczej jako projekt studyjny. Do tego czasu byłem bardzo zaangażowany w dość mocno jeszcze wówczas aktywny studyjnie i koncertowo Asgaard. Dopiero wydanie w 2006 roku debiutanckiej „Plurima Mortis Imago” i oferty tras koncertowych zaowocowały zawiązaniem się pełnego składu Devilish Impressions. Od tego czasu zmieniło się dość sporo. Przez nasze szeregi przewinęło się kupę osób, które w czasach obecnych albo grają w innych grupach, albo z muzyką nie mają już nic wspólnego, bynajmniej nie jako muzycy aktywni koncertowo. Ku uciesze jednych i zmartwieniu innych nadal żyjemy, tworzymy, koncertujemy więc chyba OK, co nie? Puszcza oczko

- Dorobku raczej wstydzić się nie musicie. Cztery albumy + dwie EP-ki, a w każdym wydawnictwie jest na czym ucho zawiesić. Jak Ty sam oceniasz Wasze płyty? Masz swoich ulubieńców, do których wracasz czasami?

Bardzo rzadko słucham rzeczy, w powstawaniu których w pewien sposób „maczałem palce”. O ile już to najczęściej w perspektywie zbliżających się koncertów, bardziej jednak pod kątem przypomnienia sobie co gdzie, jak i kiedy. Nie mnie też oceniać zawartości wszystkich tych krążków, co oczywiście nie zmienia faktu, że z każdego z nich jestem bardzo dumny.

- Przed "The I" wydaliście EP-kę, w tym roku w świat poszły dźwięki EP-ki "Postmortem...", czy to znowu jest zapowiedź czegoś większego?

 „Postmortem Whispering Crows” EP to utwory, które zarejestrowaliśmy przy okazji sesji nagraniowych albumu „The I”. Pod kątem lirycznym można je uznać za pewien koncept, jaki przyświecał poprzedniej płycie, jednakże ich zawartość muzyczna skłoniła nas do podjęcia decyzji o „zatrzymaniu” tychże utworów na poczet odrębnego wydawnictwa. Zmiksowaliśmy je ponownie i poddaliśmy nowemu masteringowi, dzięki czemu ich brzmienie jest nieco inne od tego, znanego z albumu „The I”. Jednak, jak zapewne wiesz, każda kolejna rzecz sygnowana nazwą Devilish Impressions z założenia miała różnić się od tego, co stworzyliśmy wcześniej. Nowe zatem dźwięki z pewnością inne będą również od tych, jakie można usłyszeć na „Postmortem…”.

- Śledząc od dłuższego czasu Wasze poczynania przypuszczam, że zarodniki długograja już są. Możesz zdradzić nam coś więcej?

W chwili obecnej skupiamy się przede wszystkim na wszystkim, co związane z „Postmortem Whispering Crows”.

- Czy wydanie "Postmortem..." dla holenderskiej Non Serviam Rec. jest początkiem dłuższej współpracy, czy z płytą wrócicie do Lifeforce Rec.?

Jak wiemy, życie pełne jest niespodzianek, jeżeli więc ukaże się kolejny album Devilish Impressions to prędzej pod szyldem Non Serviam niż Lifeforce. Nie, żebym miał coś przeciwko tym drugim, gdyż ze swoich zobowiązań względem zespołu wywiązali się najlepiej jak mogli, decyzja o przejściu pod skrzydła Non Serviam podyktowana była jednak potrzebą zmiany oraz bardzo entuzjastycznym podejściem Holendrów do naszej twórczości. 

- Wracając do ludzi, którzy przewinęli się przez D.I., a było ich trochę, czy są tam osoby, z którymi chętnie spotykasz się i takie, których straty żałujesz?

Są wśród nich tacy, z którymi nadal się przyjaźnię lub koleguję, z którymi chętnie spotykam się bądź chciałbym się spotkać, są też i tacy, dla których w moim życiu dawno już nie ma miejsca. Jedni i drudzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, do której grupy należą.

- Inną grupę ludzi połączonych z D.I. stanowią tzw. goście. Czy następcę "The I" również naznaczą jakieś ciekawe osobistości?

Jak wspomniałem, w chwili obecnej nie patrzymy aż tak daleko w przyszłość. Nigdy wcześniej nie planowaliśmy zresztą z wyprzedzeniem pomysłu o zaproszeniu do nagrań takiego, czy innego muzyka. Takie rzeczy działy się raczej już na etapie nagrań, kiedy to któryś z nas uznawał, że ciekawie zabrzmiałby np. Cezar, Orion czy Mike Wead w takim czy innym utworze. Nie inaczej więc będzie przy okazji kolejnego albumu Devilish Impressions.

- Wiem o Twojej fascynacji Impressive-Art Studio, rozumiem, bo sam zmiażdżony zostałem kilkoma produkcjami Przemka Nowaka. Czy coś w tej kwestii zmieniło się u Ciebie ostatnio???

Z Przemkiem z Impressive Art bardzo się zaprzyjaźniłem i jestem w dość regularnym kontakcie od czasu, gdy po raz pierwszy uścisnęliśmy sobie dłonie przy okazji prac nad „The I”. Od czasu do czasu rozkminiamy sobie wspólnie to i owo pod kątem jakichś tam przyszłych produkcji. Nie potrafię, a raczej nie mogę teraz powiedzieć dokładnie co i jak, pewnym jest jednak, że pod takim, czy innym szyldem, będziemy gościć w murach jego studio.

- Korzystając z okazji, czy możesz zdradzić, gdzie utknęło nowe, zapowiadane już jakiś czas temu wydawnictwo Asgaard?

Utknęło… no właśnie. W pewien sposób z mojej winy, a raczej okoliczności, w jakich przyszło mi funkcjonować, od nieco ponad roku wydawnictwo leży i czeka wyłącznie na rejestrację partii wokalnych. Gotowe są zarówno teksty i w 90 procentach linie melodyczne, problemem jest jednak dopasowanie moich terminów z terminami studio. Są jednak duże szanse, że temat uda się wreszcie sfinalizować w październiku br.

- Dzięki za Twój pot przelany w odpowiedziach i mam nadzieję do szybkiego zobaczenia po dwóch stronach sceny.

Ja również dziękuję i gorąco zachęcam wszystkich do zakosztowania słów i dźwięków z „Postmortem Whispering Crows”!

  

Arek

© Brutaleast | Design by: LernVid.com